W tym odcinku przedstawiam książkę, która jest… kursem odblokowywania kreatywności. Opowiadam o podstawowych zasadach Drogi Artysty i moich wrażeniach po 2 tygodniach wypełnionych różnymi, czasem bardzo dziwnymi zadaniami 🙂
W tym odcinku wspominam o:
- książce „Droga Artysty. Jak wyzwolić sobie twórcę” Julii Cameron (link afiliacyjny)
- „Droga Artysty. Jak wyzwolić w sobie twórcę” – ebook (link afiliacyjny)
- ćwiczeniu Poranne strony (tutaj szczegóły po angielsku)
- randce artystycznej (tutaj szczegóły po angielsku)
Transkrypt
Cześć, dzień dobry!
Bardzo, bardzo dawno nie nagrywałam żadnego odcinka podcastu, a wszystko dlatego, że jakiś czas temu przeprowadziłam się z Polski na Islandię. Teoretycznie miałam w planach rozpoczęcie nagrywania jak tylko oswoję się z nowym miejscem, a w praktyce wyszło tak, że już minęły 3 miesiące, a ja dopiero siadam i z tremą nowicjusza zaczynam nagrywać kolejny odcinek.
Dzisiaj chciałabym opowiedzieć o książce, która bardzo mnie ostatnio zainspirowała, trochę zmieniła mój sposób myślenia i przede wszystkim pomogła mi w końcu usiąść i zacząć nagrywać ten odcinek podcastu. Jest to książka Julii Cameron “Droga artysty”. Ta książka jest właściwie takim kursem rozłożonym na 12 tygodni, do każdego tygodnia przypisane są konkretne ćwiczenia, konkretny tekst wprowadzający i później na koniec taka kontrola, podsumowanie tygodnia.
Skąd pomysł na Drogę Artysty?
Na samym początku może opowiem, jak to w ogóle się stało, że ta książka powstała, i że ktoś postanowił uczyć innych wyzwalania twórczości. Jakieś 40 lat temu Julia Cameron była już wziętą pisarką, natomiast jednocześnie była też alkoholiczką. Mniej więcej w wieku lat 30 postanowiła, że musi przestać pić, ale miała w sobie też duży lęk, że jeżeli przestanie pić alkohol to, przestanie pisać. Kiedy postanowiła zerwać z nałogiem, wymyślała sobie różne zajęcia, testowała różne sposoby, dzięki którym mogła pisać i tworzyć nie czując jednocześnie przymusu picia alkoholu jako takiego wyzwalacza energii twórczej.
Udało jej się to, zerwała z nałogiem, zaczęła tworzyć coraz więcej i spotkała pewnego pisarza, który był zablokowany. Postanowiła przekazać mu swoje sposoby na odblokowanie twórczości. Okazało się, że na niego podziałały. Później pojawiły się kolejne osoby, Julia zaczęła prowadzić zajęcia, które miały na celu pobudzanie kreatywności i po kilku latach urodziła się z tego książka “Droga artysty”.
Poranne strony
Jeśli chodzi o praktykę, to ten kurs opiera się na dwóch ćwiczeniach, które występują w każdym tygodniu. Pierwsze z nich to poranne strony, a drugie to randka artystyczna. Poranne strony to ćwiczenie, które jest zalecane do odrabiania codziennie rano. To mniej więcej zapisywanie swojego strumienia świadomości, po prostu tak jak leci. Jeżeli naprawdę nie mamy nic do powiedzenia i nic nie przychodzi nam do głowy, to można pisać “nie mam nic do powiedzenia, nie mam nic do powiedzenia”. Ja tak często robię i zawsze po chwili coś przychodzi mi do głowy.
Z perspektywy… a właśnie, bo nie powiedziałam, robię Drogę artysty od dwóch tygodni, jestem teraz w drugim tygodniu, więc to są takie doświadczenia na bieżąco i na świeżo. Z dotychczasowego doświadczenia wynika, że im szybciej dojdzie się do pisania o emocjach i o takich rzeczach, które gdzieś tam się kłębią w sferze emocjonalnej, tym lepsze poranne strony mają działanie. Jeżeli sobie siedzę i piszę na przykład, że jest taka pogoda albo na przykład zjadłam coś na śniadanie albo coś mam zjeść na śniadanie, to owszem jest poprawne odrobienie tego zadania, natomiast nie jest to najbardziej efektywna rzecz, którą można zrobić w tym ćwiczeniu. W porannych stronach chodzi głównie o to, żeby troszeczkę z siebie wyrzucić bagażu emocjonalnego.
Randka artystyczna
Jeśli chodzi o randkę artystyczną, to jest dokładnie odwrotna sprawa. Czyli w porannych stronach pozbywamy się rzeczy na zewnątrz, opowiadamy o swoich emocjach, swoich frustracjach, robimy taki drenaż mózgu na kartce. Natomiast w czasie randki artystycznej nastawiamy się na odbiór, na nowe pomysły, na przypływ inspiracji. Randka artystyczna jest polecana do odrabiania raz w tygodniu, może do odrabiania to złe sformułowanie, bardziej do cieszenia się nie powinno być. Prawda jest taka i moim przypadku i w przypadku wielu ludzi opisywanych w tej książce, że bardzo trudno jest siebie samego zmotywować i siebie samego zabrać na taką randkę. Randka artystyczna powinna polegać na czymś przyjemnym, na przykład na czymś z czego ucieszyłoby się nasze wewnętrzne dziecko.
Julia Cameron robi takie założenie, że nasz wewnętrzny twórca jest jednocześnie naszym wewnętrznym dzieckiem. Z jednej strony takie nazwy jak wewnętrzny artysta, wewnętrzne dziecko brzmiał troszeczkę dziwnie, a z drugiej właśnie świetnie pokrywają się z psychologią i na przykład z teorią subosobowości, która zakłada że wewnątrz każdego z nas są subosobowości. Na przykład wewnętrzny krytyk, wewnętrzne dziecko, perfekcjonista, dobra mama, i tak dalej i tak dalej. I po prostu na co dzień w różnych sytuacjach używamy różnych tych subosobowości. Jeżeli założymy, że nasz wewnętrzny artysta to wewnętrzne dziecko, wtedy łatwo jest wyobrazić sobie, co takie dziecko chciałoby zrobić. To ma być coś przyjemnego, coś pobudzającego kreatywność, coś co sprawi nam radość. W żadnym wypadku nie ma to być coś, do czego się zmuszamy i co uważamy, że powinniśmy zrobić, żeby na przykład być lepszymi w swojej dziedzinie.
Inne zadania z Drogi Artysty
W każdym tygodniu oprócz porannych strony i randki artystycznej mamy do wykonania jeszcze kilka zadań. Autorka podchodzi do życia bardzo realistycznie i z góry zakłada, że pewnie nie uda nam się wykonać większości zadań, dlatego dobrze by było wykonać przynajmniej połowę każdego tygodnia.
W pierwszym tygodniu skupiamy się na wewnętrznym krytyku i na zranieniach z przeszłości. Na przykład jedno z zadań polega na tym, że przypominamy sobie sytuacje, w których kiedyś ktoś skrytykował naszą twórczość. To nie jest łatwe zadanie, to jest bardzo trudne zadanie. Później mamy zadanie, w którym przypominamy sobie wszystkie momenty, w których ludzie nas wspierali, w których dodawali nam skrzydeł i zachęcali do dalszego działania. Już same w sobie te dwa zadania wywołują dużo emocji. To jest podkreślone w książce, że to nie będzie łatwa i przyjemna droga, tylko droga polegająca na pracy z emocjami, na pracy ze wspomnieniami i to co mi się podoba, to właśnie fakt, że te zadania są pomyślane bardzo psychologicznie, że to nie są porady w stylu na przykład “jak chcesz coś stworzyć, a nie możesz to słuchaj inspirującej muzyki”, tylko właśnie to jest praca z podstawami, z tym co tak naprawdę nas powstrzymuje.
Bardzo fajne zadanie to zadanie z wyimaginowanymi losami. Polega na tym, że przypominamy sobie wszystkie zawody, które chcieliśmy wykonywać będąc dziećmi i wykonujemy jakieś czynności, które są związane z jednym z tych zawodów. Na przykład ja w pierwszym tygodniu zaczęłam rysować, kupiłam sobie szkicownik i po prostu kilka razy coś namalowałam. To chyba moje ulubione zadanie jak dotychczas, po pierwsze jest bardzo zabawne, a po drugie przypomina mnóstwo zabawnych sytuacji z przyszłości, takich jak na przykład śpiewanie do dezodorantu, z tego co wiem, to nie tylko ja tak robiłam.
Moje doświadczenia po 2 tygodniach kursu
Miałam taki plan, że od razu podzielę się swoimi spostrzeżeniami i minusami tej książki. Pomyślałam sobie jednak, że dwa tygodnie 12 tygodniowego kursu to jest trochę za mało na głębsze wnioski. Mam taki plan, że właśnie po tych 12 tygodniach nagram jeszcze kolejny odcinek, w którym przedstawię takie faktycznie rezultaty i powiem, co mi się bardzo podobało, co mi się zupełnie nie podobało. Na razie mam tylko takie przebłyski i w jedną i w drugą stronę. Jeśli chodzi o chwilę obecną, to tak jak mówiłam w drugim tygodniu bardzo podobają się poranny strony i faktycznie widzę ich działanie. To znaczy kiedy na przykład potrzebuję coś zrobić twórczego, powiedzmy napisać skrypt podcastu, to zaczynam sobie właśnie od pisania porannych stron. Czasem wykorzystuję je trochę inaczej, to znaczy nie robię ich rano, a robię je wtedy, kiedy mam czas albo na przykład wtedy, kiedy chcę coś zrobić i to rozgrzewka.
Widzę po sobie, że troszeczkę zaczyna mi się zmieniać podejście do twórczości na bardziej wyluzowane. Zauważyłam też, że te wszystkie ćwiczenia, które odwołują się do dzieciństwa, w taki bardzo fajny sposób pobudzają kreatywność. Jestem naprawdę dobrej myśli jeśli chodzi o cały ten kurs. Z takich konkretnych zmian, które już teraz przyniosła mi Droga artysty, pierwsza jest właśnie taka, że siedzę i nagrywam ten podcast. Po trzech miesiącach przerwy to jest naprawdę duża rzecz! Bardzo ciężko było mi się zmotywować. Myślę, że tutaj poranne strony miały swój duży udział, ponieważ jak kilka dni pod rząd pisałam, że dzisiaj to już chyba bym się chciała zabrać ze podcast, ale coś tam coś tam mi przeszkadza, po kilku dniach pomyślałam sobie: dobra nagram ten podcast i już przestanę o tym pisać codziennie.
Podsumowanie
Na dzisiaj to już by było chyba tyle. Rozgadałam się trochę, mam nadzieję, że wzbudziłam twoje zainteresowanie Drogą artysty. Myślę że to jest książka po pierwsze bardzo ciekawa, ale po drugie też nie na każdy etap życia. Jeżeli jesteś w jakimś takim zablokowaniu albo w marazmie, to jest ten moment, żeby sięgnąć po tę książkę. Za jakieś 3 miesiące nagram kolejny odcinek z wnioskami i z takim już twardym podsumowaniem.
Bardzo dziękuję ci za wysłuchanie tego odcinka. Link do książki “Droga artysty” i do wszystkich innych rzeczy, o których dzisiaj mówiłam, i o których już nie pamiętam, że mam do nich podlinkować, znajdziesz w notatkach do tego odcinka.
Życzę ci bardzo miłego tygodnia i do usłyszenia za tydzień!